sobota, 11 sierpnia 2012

Rozdział 13 :D

Rozdział 13


   -Coś Ty sobie myślała! Wiesz jak się martwiliśmy?! Nawet policja już Cię szukała! Dobrze, że zobaczyliśmy Cię w gazetach z tym całym durnym zespołem, bo byśmy Cię nigdy nie znaleźli!
 -To nie jest durny zespół i ma nazwę, dla waszej wiadomości to :One direction! A jakbyście nie znaleźli to lepiej dla mnie, wcale nie chciałam wracać- mówiłam z pretensjami.
 -Powinnaś się posłuchać, a nie znów uciekać. Postanowiliśmy, że ja z ojcem wracamy do Polski, a ty zostajesz z dziadkami.
 -A co z Jasonem?
 -Wyjeżdża na studia przecież.
 -A rozmawialiście z babcią i dziadkiem?
 -Sami to zaproponowali- wybiegłam w salonu i wpadłam do kuchni ściskając dziadków jak tylko mogłam.
 -Dziękuję, dziękuję, dziękuję!!!- Krzyczałam jak oszalała.
 -Ale do końca wakacji jesteś jeszcze pod naszą opieką. Cały miesiąc. Pamiętaj- Mówili nadal ostro rodzice- masz się ubrać i idziesz z podaniem do liceum. Jak wrócisz nadal masz zakaz wychodzenia z domu, spotykania się ze znajomymi, telewizji, laptopa i telefonu.
 -Został razem z moimi rzeczami tam. Zajdę po nie pójde.
 -Od dziś twój telefon ma [gipies], więc nigdzie nie zwiejesz, będziemy wszystko wiedzieli, masz wracać... albo nie, ojciec cie zawiezie- przewróciłam oczami i poszłam do pokoju jakoś ładniej się ubrać. Wybrałam dość elegancki zestaw, umalowałam się lekko i gotowa pojechałam pod wybrane liceum rodziców. Jak ich znając to najwyższy poziom nauki itd... mi to było nie potrzebne, w przyszłości chciałam tańczyć, a nie siedzieć w biurze z papierkową robotą, albo jeszcze gorzej.


   -Dzień dobry. Chciałabym złożyć podanie- zaczęłam rozmowę z drobną blondyneczką siedzącą za biurkiem w jakiś dokumentach. Trwała nie długo, parę pytań, dowodzik, podpisanie papierów i załatwione. Wyszłam niezadowolona i podjechaliśmy pod dom chłopaków. Zadzwoniłam dzwonkiem i weszłam.


   -Claudia/ Cornelia!- Wykrzyknęli zgodnie- Pierwszy podszedł Zayn dając mi buziaka w policzek, a potem już wszyscy z pytaniami co się stało, na żadne nie odpowiedziałam.
 -Przyszłam po rzeczy. Prawdopodobnie zobaczymy się za miesiąc.
 -Czemu?- Wzruszyłam ramionami i poszłam do sypialni pozbierać wszystkie swoje rzeczy, nie zajęło mi to długo, bo już po 5 minutach byłam znów przy zalegającej przed telewizorem paczce.
 -Dzięki za wszystko co dla mnie zrobiliście. Nawet nie wiecie jak jestem wam wdzięczna, muszę już iść, bo ojciec na mnie czeka pod bramą i zabiję mnie jeśli zaraz nie przyjdę, chcę się z wami pożegnać. W najbliższym czasie się na pewno nie zobaczymy.
 -Będziemy do ciebie pisać i dzwonić codziennie.
 -Heh. Nie musicie i tak nie będę mogła używać telefonu- Walihya podbiegła do mnie i mocno przytuliła.
 -Ja niedługo wyjeżdżam, ale wpadaj do chłopaków, może ja też będę, nie często ale postaram się, przyjedź też kiedyś do mnie, nawet i teraz jedź ze mną.
 -Nie mogę, ale dzięki- ze wszystkimi się pożegnałam przytulasem i całusem w policzek, bo jak to uznali, co to za pożegnanie bez uścisków i całusków. Zmieniłam zdanie co do nich. Na prawdę mi pomogli i będę za nimi tęsknić, nie mogę się doczekać kiedy znów się spotkamy- a, i ten wyścig... to chcę rewanżu!
 -Na pewno. I tak wygram!
 -Nie sądzę- puściłam mu oczko i wyszłam z ich posesji kierując się do samochodu stojącego przed bramą.

   Wyciągnęłam telefon i napisałam sms do Walihy. " Jak wrócę to idziemy na zakupy, muszę się pozbyć tej czarnoty i szarości. xx. C." Za chwilę dostałam wiadomość. "Już się nie mogę doczekać. I chłopaki każą przekazać, że tęsknią.xx.W"
Zaśmiałam się pod nosem. "Powiedz im, że ja za wami też. C." Podjechaliśmy szybko pod dom.

   -Obiad!- Wołała babcia z samego wejścia. Nie byłam głodna, bo niedawno zjadłam górę naleśników, ale cóż... nie umiem odmówić plackom, które zjem dopiero po całym talerzu zupy pomidorowej. Zasiadłam do stołu, przy którym byli już wszyscy. Siedziałam obok Jasona, ciekawiło mnie czy to przypadkiem nie on wypaplał, gdzie byłam, ale nawet jeżeli to nie miałabym mu tego za złe, krył mnie tak długo, że rodzice po prostu z niego informacje wycisnęli. Szturchnęłam go gdy dorośli omawiali temat mojej dalszej nauki tu.
 -Wygadałeś?- pokręcił przecząco głową- gdzie byłeś rano?
 -Złożyć podanie w jakiejś akademii sportowej, ma duży poziom nauczania i ważny jest tam sport, więc coś dla mnie, a ty? Gdzie będziesz?
 -Podpisałam już w jakiejś szkole, gdzie liczą się przedmioty ścisłe, ale jeszcze coś wymyśle. Nie mam zamiaru się tam uczyć. Poszukam jakiejś szkoły tanecznej, będę tam chodziła tak żeby nikt się nie skapną.
 -Ale wiesz, ze tam gdzie będziesz chodziła są różne kierunki? Możesz iść na taniec.
 -Serio? Pewnie taniec towarzyski, to mnie to akurat nie interesuje.
 -Ale może byś się czegoś nauczyła, takie wspomożenie i ćwiczenia do twojego. Poza tym możesz chodzić na to i pójść na jakieś zajęcia lekcji tańca albo jakichś grup w mieście. Jest ich mnóstwo, sprawdź na necie.
 -Mam zabrany laptop.
 -To ja popatrzę i ci wydrukuje.
 -Dzięki. I coś ostatnio jesteś dla mnie za miły, co? Czego chcesz w zamian?
 -Hmm... Powiem Ci w pokoju, ok?- przytaknęłam i kontynuowaliśmy posiłek.


   Po jakże wyśmienitym deserze, ja zostałam przy stole, a Jason poszedł znaleźć dla mnie informacje. Mam zamiar spełnić swoje jedyne marzenie, więc zrobię wszystko. Tamci nadal paplali coś o edukacji i takich tam pierdułach, a ja czekałam, aż On mnie zawoła, czas się dłużył, bo nic nie robiłam tylko siedziałam i gapiłam się na stół.
 -Claudia! Chodź na chwilę!- no nareszcie! Wstałam z krzesła i poszłam do swojego pokoju, w którym mój brat siedział na łóżku z wydrukowanymi kartkami. Przysiadłam się obok i zaczęłam je przeglądać.
 -Dzięki, ale pierwsze odpada, nie chce tańczyć tylko jazzu.
 -A to? Taniec towarzyski i też samodzielny.
 -Nie, w parach to potańczę sobie w szkole, a ja nie chce się uczyć tańczyć, bo już umiem, chce to rozwijać. Nowe choreografie i występy.
 -A to?- wybuchł śmiechem.
 -Nie nie zostanę lalunią machającą pomponami na meczach i beznadziejnych zawodach. O! To mi się podoba!- Hip-hop, jazz i break dance. Ich układy tańczyły największe gwiazdy popu. Są znani z najlepszych choreografii i świetnych tancerzy. W castingach do dołączenia do grupy biorą udział ludzie z całego kraju. Wszystkich zapraszają na 21 sierpnia.
 -No fajnie, ale treningi są codziennie i jest to dość drogie.
 -Mogę tam łazić nawet dwa razy dziennie, a niedługo to ja będę za to zbierała kasę, tylko trzeba coś wymyśleć jak wziąć pieniądze na początek, mam jeszcze trzy tygodnie. Zbiorę kasę jakiś fajny taniec i jestem gotowa, dzięki, a teraz ty gadaj co chcesz w zamian.
 -No więc jadę na tydzień do Polski na turniej boksu, czekałem na niego cały rok, więc nie opuszczę go. Powiem, że jadę na jakiś kolonie czy coś, bo rodzice uznają, że to jest głupota i w przyszłości mi się to nie przyda. Ty po prostu się nie wygadasz? Zgoda?
 -Zgoda, ale wiesz, że jesteś pełnoletni i możesz nawet teraz bez słowa się wyprowadzić, a oni nic nie mogą ci zrobić, ani zakazać?
 -Nie chce ich denerwować, zwłaszcza mamy, jest w ciąży.
 -Co?! Dlaczego ja nic nie wiem?-  Doznałam prawdziwego szoku! Wybiegłam z pokoju i stanęłam w progu kuchni.



   -Dlaczego mi nie powiedzieliście?
 -Ale czego?- mama
 -Nie udawaj! Wiem, że będę miała rodzeństwo! Jak mogłaś to przede mną ukrywać!- zaniemówiła- który to miesiąc?
 -Jutro minie pierwszy.
 -Świetnie- wróciłam do Jasona i położyłam się na łóżko. Włożyłam słuchawki do uszu i zamulałam dobijającą muzą.
___________________________________________________________
Hej, dzięki wszystkim za komentarze i czytanie tego. I love you some much! <3

piątek, 10 sierpnia 2012

Rozdział 12

Rozdział 12.

   -Przepraszam, tyle razy nam przeszkodzono, że już nie mogłem się powstrzymać.
 -Nic nie szkodzi, nawet nie wiesz ile czasu czekałam na to uczucie.- Oparłam głowę na Jego ramieniu i wróciliśmy do filmu. Nareszcie to znalazłam. Tak długo na to czekałam , że aż przestałam wierzyć, że istnieje. Czuję się taka szczęśliwa, jak bym mogła to skakałabym po całym domu z radości drąc się, że znalazłam to czego nigdy nie miałam. Miłości. Teraz mogę to śmiało mówić, zakochałam się, kurwa ZAKOCHAŁAM SIĘ! ! ! Nadal w to nie wieżę. Może jednak zrezygnuję z tych ciuchów i wrócę do poprzedniego stylu ubierania? Spróbuję.
   Film skończył się strasznie i tragicznie, no ale cóż horror to horror. Podniosłam się delikatnie i rozejrzałam dookoła. Już wszyscy spali. Wyłączyłam DVD i poszłam do sypialni mulata. Wyciągnęłam z torby rzeczy do przebrania, oraz jakąś luźną koszulkę z szafki Zayna i skierowałam się łazienki. Cichutko domknęłam drzwi i stanęłam przed lustrem. Ogarnęłam trochę włosy, które związałam w koka, zmyłam leciutki makijaż i zdjęłam z siebie dzisiejsze ubrania. Stanęłam w kabinie i odkręciłam prysznic. Na moje ciało spłynęła fala ciepła bijącego od gorącej wody. Mogłam stać tu i stać, ale coraz bardziej chciało mi się spać. Spłukałam żel do kąpieli i obwiązana w ręcznik wyszłam z łazienki. Idąc do pokoju zerknęłam na dół, Napotkałam wzrok Zayna i już drugi raz dziś spłonęłam rumieńcem. Pomaszerowałam szybko do pokoju i zamknęłam się, żeby przypadkiem ktoś mi nie wlazł, bo ja taka mądra wzięłam samą koszulkę, a bieliznę zostawiłam na łóżku. Szybko się ubrałam i położyłam do łóżka Walihy.

   Po kilku minutach leżenia usłyszałam ciche pukanie do drzwi. Zapomniałam otworzyć drzwi, wstałam powoli i przekręciłam zamek, umożliwiając wstęp Czekoladowo-okiemu do pokoju.
 -Sory, zapomniałam otworzyć.
 -Spoko, też idę spać- Podszedł do szafki po czym zmienił bluzkę za luźną i dłuższą, zsuną spodnie i wszedł pod kołdrę łóżka pod oknem- a ty nie idziesz?- Obrócił się w moją stronę.
 -Tak, pewnie- Usiadłam na drugim łóżku i poprawiłam sobie poduszkę.
 -Błagam nie każ mi spać z Walihyą.
 -Ale Ona chyba dzisiejszą noc spędzi tam na dole.
 -To co, na pewno zaraz przyjdzie, a ja przecież nie gryzę- Wzruszyłam ramionami i położyłam się obok niego.
 -Zayn, a czy Wy nie mieliście mieć dziś jakiegoś koncertu?
 -Nie, mamy jutro, chcieliśmy żebyś zagrała z nami. A tak nie do tematu. Cieszę się, że zostałaś u nas.
 -Yhm, ja też- Pocałował mnie w policzek, objął i czekał aż odejdzie w objęcia Morfeusza, jednak jedna rzecz nie dawała mi spać- Zayn?- mrukną pod nosem- Mam jedno pytanie.
 -No?
 -Czy ty się mną bawisz? Bo ja już sama nie wiem.
 -Na pewno tego nie robię, czuję do ciebie coś więcej niż znajomość czy przyjaźń- odwróciłam się do niego przodem.
 -Dziękuję- wyszeptałam.
 -Za co?
 -Za to, że udowodniłeś mi, że istnieje uczucie na które czekałam- uśmiechną się delikatnie i ponownie połączył nasze usta . Nie umiałam mu się sprzeciwić, więc poddałam mu się. Dopiero teraz czułam latające motyle po całym moim ciele. Zanim się obejrzałam siedział nade mną. Nie przestając całować. A Ja wiem do czego to prowadzi- Zayn... proszę przestań- odwróciłam się na bok i razem odpłynęliśmy już po niecałych kilku minutach.

*Następnego dnia*

   -WSTAWAĆ! WSTAWAĆ! Śniadanie gotowe stoi na stole!- Darł się znowu LOUIS. Wzięłam poduszkę  z pod głowy i celnie trafiłam w samą twarz- no wiesz co, my tu wam śniadanie zrobiliśmy dla nowej pary, a tu takie coś?! Obrażam się!- Obrócił się na pięcie i wyszedł z pokoju.
 -Chodź na to śniadanie, bo jeszcze będzie chciał się odwdzięczyć wiadrem wody za tą poduszkę.
 -Zaraz zejdę, wyglądam jak potwór, pójdę się ogarnąć- wstałam złapałam wczorajsze spodnie i poszłam do łazienki. Poprawiłam już zepsutego koka, umyłam zęby, twarz i mogłam już zejść jak człowiek. Zchodząc po schodach doszedł mnie cudny zapach naleśników. Weszłam do kuchni, a tam cała góra naleśników na talerzu. Przy kuchence stali Liam i Harry popisujący się swoimi zdolnościami kulinarnymi, a reszta siedziała już gotowa do jedzenia. Ponieważ jestem głodna jak wilk zabrałam się za to od razu. Smarowałam na zmianę, raz dżem oraz nutellą z owocami.
 -Mniam...
 -Wiem, bo moje- napiął dumnie pierś Harry.

   Po skończonym posiłku zasiedliśmy przed telewizor.
 -To co dziś robimy zanim koncert się zacznie?
 -Może kalambury?
 -Niall, to jest stare, głupie, niemodne i do dupy nie podobne.
 -To może...- Zastanowienia mojego przyjaciela przerwał dzwonek do drzwi- idę otworzyć, a wy myślcie. Poszedł otworzyć niespodziewanemu gościu- Cornelia? To do Ciebie- Kto to mógł być? Może Jason? Podniosłam się z fotela i poszłam do drzwi.
 -Mama?- nie tylko nie to! Jak mnie tu znalazła?
 -Bierz rzeczy i do domu, już.
 -Nie.
 -Do domu!
 -Nie chcę.
 -Ja ci dam gówniaro nie chcę!- Złapała mnie za rękę i pociągnęła w stronę samochodu, do którego mnie wrzuciła na tynie siedzenie. Złapałam za klamkę, aby otworzyć, ale zamknięte, ojciec za kierownicą zdążył zablokować drzwi auta. Wyjrzałam przez okno i ze łzami w oczach spojrzałam na zdezoriętowanego Nialla i już teraz resztę paczki stojących na zewnątrz. Nawet telefonu nie miałam. Odjechaliśmy, ale wszystko zaczęło się dopiero po dojechaniu do domu. Jedyni którzy mnie ciepło powitali to dziadkowie, Jasona nigdzie nie widziałam, a rodzice zamykając za sobą drzwi pociągnęli mnie do salonu.

__________________________________________________________
Sorki, że krótkie i takie trochę nieogarnięte, ale udało mi się coś napisać, następny jutro rano :D

czwartek, 9 sierpnia 2012

Rozdział 11




   Otworzyłam zaspane oczy. Nie miałam ochoty wstawać, mogłabym spać całą wieczność, ale nie chce żeby ktoś zobaczył, że tu spałam, zejdę na dół i siądę przed TV. Zaraz... co jest? Nie mogę wstać, spojrzałam na siebie i prawie spadłam z łóżka z tego widoku. Jego ręka leżała na mnie a On się "przytulał".
 -No świetnie.
   Spróbowałam delikatnie wstać. Nic. Nie mogę. Wzięłam głęboki oddech. Chwyciłam jego rękę i powoli zsuwałam. Jest! udało się, już miałam wstać kiedy się poruszył. Przyległam znów do łóżka i udawałam, że śpię. Chyba się obudził... No a jak, ale ja mądra, może teraz się przesunie. Jednak nie wygląda, żeby miał tak zrobić. Przykrył mnie kołdrą bardziej i znów przyciągną do siebie ręką od tyłu. Przyznaję, fajne uczucie, na początku czułam się krępowana, ale skoro zrobił to znowu to nie będę go już budziła. Czyli już wiem dlaczego mi się tak dobrze spało. Wygodnie się ułożyłam i nawet nie wiem kiedy zasnęłam.


   -DZIEEEEEEŃ DOBRRRYYYY !!!- Co to?! Otworzyłam jedno oko i zerknęłam na drzwi w których stał Harry, Laim, Niial i Louis.
 -Spierdalaj- Powiedzieliśmy wszyscy zgodnie do drącego sięLou -Gdy na nas spojrzeli szczęki im opadły na nasz widok.
 -Co się tak gapicie?!- Krzyknęłam, mogłam wstawać wcześniej bez tej pobudki. Teraz to wszyscy się na nas lampili.
 -A mówiłem? Skłamałaś- Harry wyszedł z progu pokoju. A że ja jestem taka głupia to poszłam za nim.- Czego chcesz, miałaś nie kłamać i tak zrobiłaś, Ty zerwałaś umowę i ja też mogę, tak?
 -Nic nie zrobiłam! Nie chciałam w ogóle tu przyjeżdżać!
 -Już Zayn po Ciebie przyjechał to zgodziłaś się nawet spać z nim w jego ciuchach, wielkie dzięki za szczerość!
 -Tylko to było wolne łóżko! A moje ubrania zniszczyliście! Co miałam zrobić?
 -Nie wiem, cokolwiek.
 -Czy Ty jesteś zazdrosny?!
 -Nie! Po prostu powiedziałaś coś innego,a ja głupi Ci uwierzyłem! Na prawdę, nie mogę zapomnieć o tym jak Cię pocałowałem! -Obróciłam się, wszyscy się na mnie znowu patrzyli.
 -Mogłeś tą informacje zachować dla siebie, powiedziałam Ci, że żałowałam, że to zrobiłam, powiedziałam Ci coś czego nikt o mnie nie wiedział, a Ty nie dość, że się wygadałeś to jeszcze powiedz kim byłam co?! Co Ci za różnica skoro i tak nie umiesz nic uchować w tajemnicy? Nie wierze, że to zrobiłeś!
 -Ej! Spokój!- Podbiegł Liam.- Harry ze mną do kuchni, Niall weź Cornelię do pokoju.- Przytakną i niechętnie ruszyłam do pokoju Nialla.


   -O co chodzi?- Spytał przytulając mnie.
 -O nic, po prostu tak jakoś wyszło- Siedliśmy na łóżku.
 -To prawda co powiedział Harry? Całowałaś się z nim? I o co mu chodziło, że skłamałaś?
 -Bo... On wtedy poszedł za mną do parku i tam mnie pocałował, ale ja nic nie czułam i nie chciałam żeby ktokolwiek się dowiedział- Zaczynałam szlochać- Powiedział, że jak odpowiem mu na wszystkie pytania to nikomu nie powie, poszliśmy do kawiarni i zaczął wypytywać mnie. Powiedziałam mu wszystko zgodnie z prawdą, a przynajmniej tak mi się wydawało, już sama nie wiem.- Powiedziałam mu wszystkie pytania jakie padły i co na nie odpowiedziałam- I on teraz uważa, że skłamałam, więc wygadał już to co było w parku i boję się, że powie o moim życiu. Nie chcę żeby ktokolwiek się dowiedział.
 -Przecież to nic złego, musiałaś to robić, a Harry jest taki chamski, więc nie martw się nikt cie nie będzie oceniał za to, powiedz to wszystkim sama i będziesz mieć to z głowy- Pokręciłam przecząco - A dlaczego nie chcesz iść do domu? - Zwierzyłam mu się ze wszystkiego i tylko westchną- Chodź -Wyciągną rękę. Chwyciłam ją i razem zeszliśmy na dół, gdzie wszyscy już siedzieli.
 -Dobra miejmy to za sobą, przepraszać się- Liam.
 -Przepraszam za to co powiedziałem- Harry
 -Ja też przepraszam, nie wiem za co, ale niech Ci bedzię.
 -To skoro mamy to za sobą to może coś porobimy?- Niall.
 -To może... zrobimy wyścigi?- Zaproponował Louis. Dziwnie się na niego spojrzałam- A! Ty z nami jeszcze nie bawiłaś się w to. Chodzi o to, że dobieramy się w pary i lżejsza osoba siada na barana drugiej, potem biegają wokół domu, aż zostaną tylko dwie pary, chyba, że wszystkie trzy dobiegną po trzech kółkach do mety w co wątpię. I potem to już wymyślony tor przeszkód. Wygrani przegranych opryskują zimną wodą z węża ogrodowego.
 -Ja w to nie gram, bawcie się sami, będziecie mieli parzystą liczbę.
 -Ale trzeba też mieć sędzie, więc będzie nas szóstka- trzy pary.
 -To ja mogę być sędzią- zgłosiłam się.
 -Nie, jest losowanie. Idę po karteczki.- Szybko pobiegł do swojej sypialni i wrócił z czterema kartkami.- Dobra zaczynamy, i nie ma oszukiwania Zayn!- Ten tylko uśmiechną się łobuziarsko.
 *Losowanie*

Walihya -  Harry.
Louis   -  Sędzia
Liam    -  Zayn
Cornelia-  Niall.

   Odetchnęłam, że jestem przynajmniej z Niallem.
 -Ej, ale ja nie wiem czy Niall ze mną pobiegnie.
 -To Ty weźmiesz jego- Zaśmiał się Lou- No dobra zrobimy zmianę- Liam zmieniasz się z Niallem, bo Claudia się boi, że szybko zleci. Dobra, na dwór i zaczynamy, dajcie jeszcze kamerę.
 -Ale ja jestem w koszulce Zayna! Nawet w łazience nie byłam!
 -Pff, to co? Chodźcie! - Wyszliśmy przed dom.
 -A nie uważasz, że to trochę takie głupie?
 -Nie. Ustawiać się. Biegniemy trawą, przy ogrodzeniu, przez trzy kółka, dobiegniecie to będziecie robić po 10 przysiadów, biegniecie przez opony i na końcu slalom.
 -Czy tobie ju całkiem na mózg padło?- Tylko się zaśmiał i zaczął ustawiać opony, a potem pachołki do slalomu.
 -A więc na miejsca... na barana ... (Siadłam na ramiona Liama)... Gotowi?!...START.
 -O Matko!- Wydarłam się, Walihya piszczała, a Niall dopingował Zayna pospieszając go. W każdej chwili mogłam spaść, a nie marzą mi się wakacje z połamanymi kośćmi przez jakiś wariatów.
 -Pierwsze kółko! Prowadzi Harry, tuż za nim na równo biegną Liam i Zayn! Prosze państwa co za emocje!!! Rozpoczęli drugie okrążenie! Wspaniałe wykorzystanie zakrętu przez Liama, który wraz z Cornelią prowadzą! O nie! Harry stracił równowagę i prawie się przewrócił razem z przerażoną Walihyą. Niall zachowuje się jak jeździec dociskając łydkami Zayna, żeby go popędzić! Takiej rywalizacji jeszcze nie mieliśmy! Malik przepycha się przez pędzących Liama i Cornelię! I udaje mu się wyjść na prowadzenie! Koniec trzeciego okrążenia i nikt nie odpadł wykończeni zawodnicy zaczynają robić przysiady! Raz! Dwa!...dziewięć! I dziesięć! Skaczą przez opony, o nie! Tym razem Harry nie utrzymał równowagi i potykając się o oponę wylądował na ziemi! Mamy dwie pary kończące opony i przechodzące do slalomu między pachołkami! Są łeb w łeb! Kto wygra to? Biegną ile sił w nogach. Malik vs Payne. Kto to będzie? Kto wygra, walka o uchronienie przed mrożącą w żyłach krew wodą! Już kończą iii... Wygrywa dosłownie o niecały metr... Zayn Malik i Nialler Horan!!!- Louis.
 -Yea!- Przybili żółwika
 -Oni oszukiwali! Zobacz na kamerze, że Zayn przeskakiwał przez kilka opon i omijał pachołki!- Odebrałam kamerę i wszyscy ustawili się tak żeby widzieć mały ekran.
 -Ej, ona ma racje! Zayn!
 -Trudno! Za późno!- Podeszli nas od tyłu kamery i puścili wodę z węża ogrodowego.
 -Ej! To niesprawiedliwe!- Uciekaliśmy po całym podwórku, a za nami dwóch debili pryskający wodą. W końcu się zatrzymałam i rzuciłam na niego.
 -Nie żyjesz!- Wskoczyłam na niego i wylądowaliśmy na trawie już nie tylko ja byłam mokra, tyle że od koszulka zaczęła prześwitywać. Spłonęłam rumieńcem.
 -Ślicznie wyglądasz- Powiedział mi na ucho za co sostał w ramię. Już mieliśmy wstać, kiedy oczywiście nie kto inny tylko Louis rzucił się na nas.
 -Kanapka!- I już wszyscy leżeliśmy na kupie.
 -Ej! Ja nie mogę oddychać!- Mówiłam przez nieopanowany śmiech. Przekręciłam się trochę i znalazłam się dokładnie nad Zaynem. Boże! Te jego oczy! Nie no znowu odpłynęłam, przestań się gapić na niego! Jeju On też się patrzy, nie rób nic głupiego!
   Nasze twarze dzieliły już tylko milimetry. Czułam si jakoś dziwnie, jakby jakieś robactwo urządziło sobie zapasy siedziało w moim brzuchu. Zbliżał się coraz bardziej... zamknęłam oczy i...
 -Co kurwa!?- Wrzasnęłam na dziubiącego mnie Nialla.
 -Sory, ale idziecie z nami grać w butelkę?
 -Przepraszam już idziemy...- Wstaliśmy wszyscy i poszliśmy do domu- Poczekajcie, idę się ubrać, a wy macie zrobić śniadanie jestem głodna- Zaczęliśmy się śmiać.

   Wyszłam z łazienki już ubrana, uczesana i odświeżona.
 -Gdzie to śniadanie?
 -W drodze, Niall zamówił trzy ogromne pizze, a teraz gramy!
 -A nie możemy potem? mamy dużo czasu. Nie chce mi się.
 -Potem mamy koncert i podpisywanie płyt, więc teraz musimy się wyszaleć i rozluźnić żeby stresu nie złapać- czy tylko ja wyczułam sarkazm?
 -Dobra gramy, na buziaki i fanty?- Zgodzili się. Siedliśmy w kółku, a chłopaki przynieśli pustą butelkę po piwie- daj, zacznę kręcić- O Harry! Pocałuj Walhye w policzek!- Zrobił to z największą chęcią. Graliśmy już długo i ani razu nie padło na mnie.
 -Cornelia- Powiedział Niall do Zayna. Serce mi znowu stanęło. Zbliżył się do mnie- przerwa na PIZZE!- krzykną. Zacisnęłam zęby i poszłam zjeść.


   -To co? Dokańczamy grę?- odezwałam się gdy skończyliśmy objadać się.
 -Nie chce nam już się- no nie, a było tak blisko, Jezu co ja mówię, dobrze, że skończyliśmy. Ja tego nie chce. Wzruszyłam ramionami i poszliśmy przed telewizor do salonu.
 -Co oglądamy? Jakiś horror, co?!- Zgodziliśmy się i zgodnie wybraliśmy film "Klątwa 4".


*Godzinę później*

  Już prawie wszyscy śpią z wyjątkiem mnie, Malika, Harry'ego i Nialla, który zresztą zaraz będzie spać razem ze swoimi żelkami.
 -Cornelia?- Szepną Zayn.
 -Yhm?- Spojrzałam na chłopaka siedzącego obok mnie. Nie no znowu to samo po co patrzyłam w te czekoladowe oczy?! Nie potrzebnie bo siedzę teraz jak głupia i gapimy się na siebie bez słowa co dziwnie pewnie wygląda. Po raz trzeci dziś zbliżył twarz do mojej odwróciłam twarz i cmokną mnie delikatnie w policzek.
 -Przepraszam.
 -Za co?
 -Za wszystko- Odwróciłam twarz by na niego spojrzeć. Chciałam go również pocałować w policzek, ale niestety. Gdy się zbliżałam w ostatniej chwili obrócił twarz, aż dotknęłam jego słodkich ust.

________________________________________________________

Hej, jednak dziś jeszcze jeden dodałam ponieważ KTOŚ mnie o to na prawdę błagał. Więc o to i on. mam nadzieję że wam się podoba. :D

Rozdział 10

 Mój telefon zaczął wibrować w kieszeni. Wyjęłam go i wyświetlił się "Zayn". Nie pewnie nacisnęłam zieloną słuchawkę i przystawiłam do ucha.
 -Halo, Claudia... jesteś?_______ Odezwij się. Mam nadzieję, że mnie teraz słuchasz- zakasłał.- Przepraszam cię, nie chciałem żeby to tak wyszło. Wróć do nas, proszę. Nie musisz ze mną gadać, pewnie jesteś zła i obrażona, ale to nie powód żebyś tam siedziała, możesz przyjść kiedy chcesz, nawet teraz wracaj! Martwimy się o ciebie, nie chciałaś wrócić z Harrym, więc dzwonię.- Zapadła chwila ciszy, zebrałam się jednak w garść i odpowiedziałam mu.
 -Nie wiem. Jestem zła, ale na pewno focha nie strzeliłam.
 -To chociaż nie siedź na dworze, skoro nie chcesz do nas to może do twoich dziadków pójdź.
 -Nie mogę, Jason mnie kryje i jak wrócę to oberwie mi się jeszcze gorzej.
 -Przyjadę po Ciebie. Czekaj tam!- wyłączył się zanim zdążyłam odpowiedzieć. Świetnie. Odblokowałam jeszcze klawiaturę i wysłałam wiadomość. " Weź moją torbę". Cierpliwie czekałam, aż w końcu podjechało czarne, sportowe auto. Wsiadłam na miejsce pasażera z przodu. Zayn ruszył.
 -Zawieź mnie do jakiegoś hotelu- powiedziałam bez entuzjazmu.
 -Na pewno? Nie chciałabyś zanocować u nas przez jakiś czas?
 -Nie, i tak będę Wam tylko przeszkadzać.
 -Nie będziesz przeszkadzać, czemu Ty musisz tak marudzić?
 -Po prostu mówię jak jest i chcę jechać do hotelu!
 -Nie kłóćmy się, zrobimy tak: Zagramy w papier, kamień, nożyce. Jak wygrasz posiedzisz sobie w hotelu, przegrasz  jedziesz do nas, ale jak znowu coś  się spierdoli to możesz iść gdzie chcesz, a ja cię nie zatrzymam.
 -Dobra.- Przewróciłam oczami, staną gdzieś na poboczu i usiadł na przeciwko mnie.- Do trzech.
    JA  -  ZAYN
Kamień  - nożyczki
Nożyczki- papier
Kamień  - papier
Papier  - Kamień

  -3:1 cieniasie! Wieź do hotelu!
 -Ok- odpowiedział zrezygnowany- a masz kasę?
 -Tak- wzięłam torbę z tylniego siedzenia i zaczęłam ją przeszukiwać- Nie. Zayn gdzie jest mój portfel?!
 -Nie wiem, pewnie został w domu - uśmiechną się zadowolony.
 -Jedź tam.- Uśmiech nie schodził mu z twarzy przez całą drogę.

   Wysiedliśmy z samochodu i skierowaliśmy się do drzwi wejściowych, bez pukania weszłam. Było cicho, pewnie wszyscy poszli spać, bo jest już późno.
 -Gdzie go zostawiłeś?- Spytałam szeptem.
 -A ja wiem- Znowu uśmiechną się jak debil, wiedział gdzie jest, musiał go schowac, ale skąd wiedział, że będe chciała jechać do hotelu?
 -Gdzie. Jest. Mój. Portfel!?
 -Nie ma- uderzyłam się otwartą dłonią w czoło- nie załamuj się za parę dni się znajdzie, a może dłużej.
 -Mówię poważnie, wygrałam, więc bądź uczciwy i oddaj go.
 -Ok, ale na miejscu, chodź jedziemy.- Matko, co on znowu wymyślił, na pewno tak łatwo mi go nie odda.- Do którego chcesz jechać?
 -Obojętnie!- Wsiedliśmy z powrotem i podjechaliśmy pod jakiś duży budynek- to był hotel.
  

   -Siądź sobie tu- wskazał fotele i holu.
 -A nie możesz mi dać go teraz i zostawić mnie?
 -Nie. Siadaj najpierw.- Westchnęłam i usiadłam na jednym z czarnych skórzanych foteli.
 -Co teraz?
 -Posiedź sobie.- Wybuchł śmiechem. Spojrzałam na niego z miną "wtf".- Nie pamiętasz? Powiedziałem "Jak wygrasz POSIEDZISZ sobie w hotelu".
 -Co za matoł. To mogę posiedzieć w pokoju, dawaj portfel!
 -Dotrzymaj słowa! Miałaś posiedzieć to siedziałaś, a teraz trzymaj portfel i wracamy!- Wzięłam rzecz którą wyciągną z kieszeni, ale ja głupia jak  można tego się nie spodziewać? Wstałam z miejsca i ruszyłam w kierunku recepcji.- Ej no! Nie możesz zakwaterować się nie było tego w umowie, pobiegł za mną i zagrodził mi drogę po czym po raz kolejny przerzucił przez ramie.
 -Zayn! Puść mnie! Nie możesz za każdym razem tak robić jak czegoś nie chce!
 -Nie zabronisz mi- śmiał się dalej.
 -Co za debil- powiedziałam do siebie- proszę odstaw mnie grzecznie na ziemie bo mi nie wygodnie- wymusiłam uprzejmy głosik.
 -Nie, nie odstawie, ale mogę zrobić żeby był wygodniej. Opuścił mnie trochę. Potem bezczelnie złapał za tyłek i trzymał teraz na rękach przodem do siebie- a teraz? Wygodniej?- Walnęłam głową o jego ramię i tak zostałam dopóki nie wsadził mnie do samochodu. Wsiadł szybko z drugiej strony i odpalił silnik.
 -Nienawidzę cię.
 -Też cię kocham.- Odpowiedział przesyłając buziaka w powietrzu.- Teraz jedziemy do domu i skoro jesteś bez pieniędzy to ulituję się nad tobą i będziesz mogła zostać ile chcesz- nie odezwałam się- twoje milczenie uznam za twierdzącą odpowiedź.

*Znów w domu chłopaków :P*

   -Chodź na górę, wszyscy już śpią i my też powinniśmy.
 -Jaki dżentelmen.- Powiedziałam szeptem gdy otworzył mi drzwi do swojego pokoju, gdzie spała Walihya na łóżku JEDNOOSOBOWYM.- tylko nie to- załamałam się.
 -Łap- rzucił mi swoją szarą koszulkę, którą wyciągną z szafy.
 -Mam swoją piżamę.
 -No nie wiem... Chłopaki łazili w niej jak cię nie było, nago, więc jak chcesz możesz je zakładać, ale ja bym nie radził, tą którą miał Niall jest umazana pizzą, bo mu spadła jak jadł, a druga mokra.
 -A twoja siostra nie ma czegoś?- powiedziałam błagalnie.
 -Nie wiem, ale lepiej jej nie budź, strasznie się wkurzy- Przewróciłam oczami i poszłam do łazienki.
   wróciłam naszykowana do spania, miałam tylko za dużą bluzkę tego idioty i bieliznę. Dobrze, że sięgała mi za tyłek. Zayn już leżał na jednej połowie łóżka. Nie miałam wyboru, położyłam się na drugiej połowie i już po chwili zasnęłam.


______________________________________________________________
Hej, rozdział pisałam szybko i dobrze nie sprawdziłam, więc sory jeśli będą jakieś błędy.
Wszystko kręci się wokół Cornelii i Zayna w tym rozdziale <3. A następny dodam jak będą 3 komentarze. :D Taki mały szantaż ;D

środa, 8 sierpnia 2012

Rozdział 9

 -Boże, jakie dzieci! Zayn jak ty się pokażesz?!
-To szybko zejdzie jeszcze, kilka myć i już! Ale jak ja rozczeszę swoje włosy!- wskazałam na wielką szopę na mojej głowie.
 Stojący za menadżerem chłopaki, po prostu tarzali się ze śmiechu. Ale temu z przodu nie było do śmiechu. Patrzył na nas zabójczym wzrokiem
- Przecież może założyć czapkę! Ja nie mogę!
-Oj, zamknij się- zwrócił się do mnie z groźną miną.
-Nie uważasz, że jesteś dla mnie zbyt nie miły?- podeszłam krok bliżej. Pokręcił przecząco głową.- To sobie uważaj, bo to, że jesteś jakimś menadżerem to nie uchroni cię przed siną buźką!
-Ej, ej!- krzyknął mulat.- Spokojnie, ja nałożę czapkę i po sprawie, przecież w końcu się zmyje, tak? Nie musisz się tak wkurzać- zwrócił się do mnie z drugim zdaniem.
-Fajnie, że stoisz po jego stronie. Współczuję wam takiego menadżera, traktuje was jak dzieci i nic z tym nie robicie! Ogarnijcie dupy i te swoje śliczne buźki i spójrzcie! Nigdy was to nie wkurzało? Mnie to wkurwia i go oleję skoro tak
stawiasz sprawę! Nara- wyszłam z domu i zwróciłam się w kierunku parku, tego mojego.
  Może daleko, ale skoro jest tam staw to może... to głupi pomysł i obrzydliwy, ale zmoczę włosy tak, żeby chociaż nie sterczały, bo ludzie się strasznie gapili i
przy okazji śmiali.
*W parku*
  Podeszłam do wody i usiadłam na brzegu. Zastanawiałam się, czy tak zrobić, bo w tej wodzie są ryby, żaby i mnóstwo jakichś roślin, ale to było jedyne wyjście, żeby choć trochę wyglądać na normalną. Wstałam i spojrzałam w odbicie w wodzie. Nie
było wyraźne, ale widziałam w nim siebie ze straszną fryzurą i... Harry'ego?! Natychmiast wstałam i stanęłam na przeciwko niego.
-Wiedziałem, że tu będziesz- powiedział patrząc mi w oczy.
-Czego chcesz?- spytałam oschle.
-Powiedzieć, że się z Tobą zgadzam. I...pomóc Ci z tymi włosami?- uśmiechnął się, spoglądając na nie.
-Nie, dzięki. Poradzę sobie.
-Na pewno? Bo raczej wygląda to tragicznie- skrzywił się.
-Możesz już iść? Poradzę sobie.
-Nie. Posiedzę z Tobą- nagle zaczęły spadać krople deszczu.
-Dzięki Bogu- powiedziałam do siebie.
 Padało coraz mocniej, a moje włosy opadały coraz bardziej. Całkiem już oklapły, jest jeszcze tylko ślad po lokach i kolorowa grzywka, ale trudno, dobrze, że jest ten deszcz, bo chyba bym nie przeżyła.
-Chodź, wracajmy. Przeziębisz się, tak jak Zayn.
-Nigdzie nie idę- usiadłam na mokrej trawie.
-Nie bądź taka. Zayn wcale nie stał w jego obronie, tylko powiedział, żebyś się nie denerwowała. Mógł się tak do ciebie nie odzywać, ale... nie wiem co ci mam powiedzieć. Chodź- podniósł mnie do góry i za chwilę odstawił na proste nogi.
-Powiedziałam, że nie wracam tam, jasne?! I mówiłam, żebyś mnie nie dotykał!- przewrócił oczami i zbliżył się na niebezpieczną odległość.
-Przepraszam za dzisiejszą akcję. Teraz się ciebie zapytam: czy mogę cię pocałować?- zamurowało mnie.
 Może naprawdę coś do niego czuję? Bo przecież rano nie mogłam oderwać wzroku od jego oczu, zresztą tak jak teraz. Stałam jak wryta i patrzyłam się na niego jak głupia, nawet się nie poruszyłam.- Czy mogę uznać to za tak?- nie zdążyłam wykrztusić słowa, a on już to zrobił.
  POCAŁOWAŁ MNIE! No nie wierzę, że to robię. Nie całowałam nikogo z wyjątkiem... pewnej osoby.



  Odsunęłam się trochę, bo czegoś nie rozumiem. Jak zawsze ktoś o tym opowiadał, czy pisał, to wydawało się, że będzie to takie wspaniałe uczucie...
Ja nic nie czułam. To tak, jak zwykły dotyk. Pocałunek to nie jest ta niezwykła rzecz, jaka miała mi się wydawać. Przecież powinnam się za każdym razem zakochiwać coraz bardziej... A może za pierwszym razem to nie działa? Ale co ja mu powiem, żeby zrobił to jeszcze raz, bo chcę coś sprawdzić? Wyjdę na jeszcze głupszą, niż jestem. Moje zastanowienia przerwało kolejne złączenie się naszych ust. Całował świetnie, ale to nie było to, czego oczekiwałam. Odepchnęłam go lekko
i cofnęłam się o krok d tyłu.
 -Harry, ja… nie chcę tego... nie będę się złościła, ani ci tego wypominała, ale... nie rób tego więcej, zapomnijmy o tej sytuacji i nikomu nie mów, proszę.
-Dlaczego? Wiesz jak nieziemsko całujesz? Nigdy o tym nie zapomnę. Nie spotkałem jeszcze żadnej dziewczyny, która całuje jak ty. Może Niall jeszcze się z Tobą mierzyć, bo tego po pijaku też doświadczyłem- uśmiechnął się zalotnie.
-Z Niall’em jestem na równo, ale przestań. Wróć do tematu. Ja niedługo znowu wyjadę do Polski, a ty znajdziesz jakąś laskę, którą zostawisz, jak się z tobą prześpi. Przecież ty taki jesteś. Wyrywasz, do łóżka i papa. Ja taka nie jestem i
nie będę ryzykować spotykając się z tobą. Sorry- zaniemówił.- Przykro mi, Harry. Taka jest prawda.
-Dobra. Nikomu nie powiem, ale chodź gdzieś. Na kawę na przykład. Będę mógł cię wypytać o wszystko, a ty odpowiesz nie kłamiąc, ok?
-Po co ci to?!- patrzył na mnie znacząco.- Dobra... Chodź.
*10 minut później w kawiarni 24/24 h*
  Zamówiliśmy po kawie i usiedliśmy przy dwuosobowym stoliku. Dopóki kelnerka nie przyniosła nam naszych zamówień, nie
zaczynaliśmy rozmowy. Czas szybko leciał, aż w końcu Styles przerwał ciszę.
-Zrobimy tak. Ty mi powiesz wszystko, o co zapytam, a ja nie powiem nikomu o zdarzeniu z parku, skoro ci zależy, żeby nikt
się nie dowiedział. Ale jak skłamiesz, wszystko wygadam, stoi?- wyciągnął rękę. Przytaknęłam i ścisnęłam ją.
-No to... zacznijmy może od samego początku. Skąd się znacie z Niall’em?
-Mieszkałam kiedyś w Irlandii i tak się z nim poznałam. Zostaliśmy przyjaciółmi i takie tam. Potem poszedł na castingi do X-factor i wyjechał z wami. Więcej się nie widzieliśmy.
-Dlaczego uważasz, że miłość nie istnieje?
-Tak po prostu. Ona zawsze rani, a nie daje szczęście, czyli to tak jakby nie istniała.
-To jak tak dobrze całujesz? Miałaś jakiego chłopaka?
-Musisz wypytywać o takie rzeczy?!- uniosłam się.
-Jak nie chcesz to nie, ale złamiesz to, co przed chwilą mówiłaś i sama wiesz co zrobię.
-Nie miałam chłopaka, a całowałam się z Niall’em- wysyczałam przez zaciśnięte zęby.
-Czyli tak jakby się uczyliście na sobie?- zaśmiał się.
-Nazywaj to jak chcesz. Dawaj dalej.
-Kiedy zrobiłaś TO po raz pierwszy?- spojrzałam na niego.- Wiesz o co chodzi. Ile miałaś lat?- przez chwilę się nie odzywałam- Odpowiedz.
-13 lat- zakrztusił się kawą.
-Co?! Z kim? Też z Nialler’em?!- był zszokowany tą wiadomością.
-Boże! Nie wiem nawet, kto to był, jasne?! Byłam...- zawahałam się.- Szantażowana!- otworzył usta i się gapił, jak jakiś debil.- Nie rozumiesz?! Byłam dziwką!!!- wykrzyknęłam i wyszłam z lokalu.
  Wciąż padało. Usiadłam na pierwszej, lepszej ławce. Podkuliłam kolana pod brodę i czułam, że zaraz się rozpłaczę. Nikt o tym nie wiedział. Mogłam zaryzykować i skłamać, bo niby skąd by się dowiedział prawdy? Po kilku minutach na ulicy zatrzymał się samochód i otworzyła się szyba, z której wyjrzał jakiś facet.
-Ile bierzesz?!- myślałam, że zaraz wybuchnę. Dopiero teraz spostrzegłam, że siedzę pod rozświetloną latarnią.
-Spierdalaj- syknęłam.
-Co?
-Powiedziałam SPIERDALAJ!- odjechał.
 Przesiadłam się na ławkę obok, taką nie oświetloną.
 
 -Cornelia!?- podbiegł do mnie Harry.
-Co ty chcesz jeszcze wiedzieć, co?! I tak wiesz za dużo!- usiadł obok mnie.
-Nie będę cię dopytywał o to, ale odpowiedz mi na ostatnie pytanie. Dlaczego tak rano zareagowałaś, jak zobaczyłaś Zayna?
-Nie wiem. Przestań robić to przesłuchanie i odejdź.
-Kochasz go, prawda? Odrzucasz mnie, bo wolisz jego.
-Harry... To nie tak. Ja po prostu nie lubię, ani ciebie, ani żadnego z was na tyle, żeby wam całkiem zaufać, a tym bardziej pokochać. Ja nigdy nie kochałam i nigdy tego uczucia nie doświadczę. Nie chcę, żebyś się teraz obrażał, czy coś. Po
prostu zniknę  wam z życia i tyle. Zapomnij. Teraz idź już. Zaraz i ty nie będziesz mógł śpiewać.
-Wezmę ci twoje rzeczy i wrócę, ok?
-Nie musisz- wstał i odszedł.
 
  Znowu zaczęły dręczyć mnie myśli i wyrzuty sumienia, za to co mu powiedziałam. Mam chociaż nadzieję, że nie wygada tego nikomu, a mi da w końcu spokój.


________________________________________________________________
Dziękuje wszystkim za wejścia, komentarze, głosowanie itd. Strasznie się cieszę, że Wam się podoba pomimo, że ja uważam że jest dziwne i beznadziejne.  

I dziękuję Oli/ żellkowi, która mi pomogła w tym rozdziale. Jesteś wielka i kocham Cię, że czytasz te moje wypociny i jeszcze poprawiasz. ;D.  <3 <3 <3 ;*




niedziela, 5 sierpnia 2012

Rozdział 8- Trochę nie ogarnięty.




   Gdy szłam przez miasto poczułam wibracje telefonu. Spojrzałam na ekran, to nie znany numer. Przeszło mi przez myśl, że to Zayn, ale przypomniałam sobie, że sam go wpisał mi do telefonu. Odebrałam:
 -Hej, to ja Liam.- Zaczął pierwszy rozmowę.
 -Hej.
 -Chciałem sprawdzić czy jeszcze żyjecie, bo znając Malika to niby taki miły, cichy, ale jak zostaje sam to zdarza się, że odwala mu bardziej od Louisa... Co robicie?- Nie odpowiedziałam, bo niby co mam mu powiedzieć? Ze zwiałam z domu, bo Harry zaczął mnie całować, a Zayn się temu przyglądał i z nie wiadomo jakiego powodu uciekłam...- Cornelia? Jesteś?
 -Zaraz... Niall Wam wypaplał?
 -Ale co?
 -No imię...
 -A no jakoś mu się wypsnęło... A wracając do tematu co robicie?
 -Em... Bo my... yyy... no ten...- Próbowałam coś wymyśleć.
 -Claudia? Czy my będziemy wujkami?- Wybuchłam nieopanowanym śmiechem.- Ty się śmiejesz? Czy to tylko nabijanie się ze mnie?- Zamilkłam.
 -Nabijanie zboczuchu!- Wykrzyczałam, a ludzie się na mnie dziwnie spojrzeli.
 -Czy wy oby na pewno jesteście w domu? Bo coś jakbyś była na mieście słychać...
 -Nie no co Ty. On jest chory, więc nie może wychodzić, a to tylko film.- Zmyśliłam.
 -Dobra, to daj mi jeszcze Go i już...- Przerwałam mu.
 -Nie!- Za szybko spanikowałam.- No, bo On właśnie... Jest w łazience i nie może odebrać- Próbowałam mówić jak najnormalniej.
 -To na pewno zaraz wyjdzie, albo daj mu tylko telefon.
 -Zrozum, że nie odbierze teraz!- Wkurzyłam się tym tłumaczeniem.- Układa włosy i pewnie nie lubi jak mu ktoś przeszkadza!
 -Okeej... To było trochę dziwne, już kończę, tylko siedź z nim i Go pilnuj, nie wiadomo co mu do tego łba strzeli.
 -Dobra, dobra, cześć. -Wyłączyłam się.- Uff...Nie połapał się... Wrócę do domu zanim znowu zadzwoni i będzie chciał pogadać. Ale On teraz nie zadzwoni na mój... będzie chciał gadać z Zaynem, więc za chwilę zadzwoni do Zayna!
   Ruszyłam pędem w stronę domu, nie odeszłam za daleko, więc dotarłam szybko. Kolka mnie złapała, ale trudno, On nie może odebrać telefonu. Szybko otworzyłam bramę i zanim się obejrzałam minęłam podwórko i basen. Wpadłam do domu jak burza nawet nie zamykając za sobą drzwi. Usłyszałam dzwoniący telefon Malika. On właśnie wychodził z łazienki na pierwszym piętrze, a

Ja byłam na dole. Kierował się w stronę swojego pokoju skąd dobiegał sygnał. Bez wahania wbiegłam po dwa schodki na górę. Wbiegłam do pokoju... Już sięgał po telefon.
 -Halo?- Powiedział. Skoczyłam na niego i razem upadliśmy na ziemię.- Co Ty robisz?!- Krzyknął. Wyrwałam mu telefon z ręki i przystawiłam do ucha.- Mulat próbował mi go zabrać, ale bez skutku, wybiegłam z pokoju i weszłam do łazienki w której się zamknęłam.
 *Rozmowa*
 -Hej Liam! Co tam!- Mówiłam szybko bez brania powietrza.- Wszystko w porządku, dobrze się bawimy i na pewno nie robimy tego co myślisz zboczuchu!
 -Halo? Kto mówi? Zayn?!- Mówiła jakaś kobieta. Zatkało mnie. Miałam chyba przewalone.- Co Ty robisz w tym Londynie?! Czeka Cię kolejna poważna rozmowa!
 -Ja przepraszam! Zaraz go dam do telefonu!- Przekręciłam zamek i za drzwiami stał już chłopak.- Proszę.- Dałam mu telefon speszona.- To do Ciebie, chyba twoja mama.- Moja mina? "Poker face". Zaczął rozmawiać.
 -Tak mamo? Ale ja...! To nie ja mówiłem i nie mogę przyjechać w najbliższym czasie, przepraszam to nieporozumienie, myślałem, że to Liam i...- Gadał i gadał. Chyba nie był zadowolony. Odłożył telefon na biurko i oparł się o futrynę pokoju, w którym siedziałam na rozwalonym łózku.- Co to było?- Zapytał spokojnie.
 -Em... Pomyłka?- Podniosłam ramiona i uśmiechnęłam się niewinnie.
 -Kpisz sobie ze mnie?- Podniółsł trochę głos.- Nazwałaś moją matkę zboczeńcem.- Teraz się uśmiechną.
 -Nie prawda... bo zboczuchem...- Zaśmialiśmy się cicho pod nosami.
 -Po co przyszłaś?- Zmienił temat.
 -Po...- Zadzwonił telefon, na który ponownie się rzuciłam i złapałam z ręce.- Liam?- Tym razem musiałam się upewnić do kogo mówię.
 *Rozmowa*
 -Nie wiesz, mama.- Powiedział z sarkazmem. Ale przynajmniej po głosie wiem, ze to On.- Dasz mi teraz Zayna?
 -Nie, On cały czas układa włosy i nie może odebrać... Ma ręce w żelu.- Skrzywiłam się sama na swoją denną wymówkę. Chłopak miał minę "wtf", ale nie zwracałam uwagi.
 -Co robisz?
 -Gada z tobą.
 -No wow, a co jeszcze?
 -Oglądam telewizję... Hannah Montane na disney Chanel.
 -Ale Ona zaczyna się za dwadzieścia minut, znam doskonale godziny tego serialu.
 -A no tak. Pomyliłam się, leci "Nie ma to jak statek"- Potykałam się o własne kłamstwa.
 -Wyszedł z tego kibla?! Chcę wiedzieć czy wszystko ok i jak się czuję, bo muszę przekazać to Paulowi, a zaraz zaczynamy.
 -Nie. Jeszcze siedzi i chyba szybko nie wyjdzie.
 -Boże... Jak się ogarnie to niech zadzwoni.- Wyłączył się.
*Koniec rozmowy*
 Opadłam na łóżko z ulgą.
 -Co to było?- Usiadł na fotelu przy biurku.
 -E tam. Nic takiego, małe kłamstewka.
 -Nie takie małe, coś mnie ominęło jak wyszłaś?- Zakasłał.
 -Jedna rozmowa. Jak zadzwoni to powiedz, że wszystko ok, nie odbierałeś, bo układałeś włosy, a jak zapyta o mnie to byłam tu cały czas i Cię pilnowałam.- Spojrzałam wyczekująco.
 -Ale masz mi opowiedzieć rozmowę.- tak jak prosił to coś w tym stylu zrobiłam. Puściłam mu całą rozmowę z telefonu. Nie mógł opanować śmiechu, podczas jednego momentu i wszyscy wiemy jakiego xD. (Claudia? Czy my będziemy wujkami?...).- I jeszcze jedno pytanie, czego wyszłaś... Z mojego powodu?- Pokręciłam przecząco głową.- Ale Harry pojechał, to dlaczego?- Wzruszyłam ramionami.
 -Nieważne, tak jakoś.- Dalej już nie dopytywał. Zeszliśmy do salonu. On w kocu rozłożył się na kanapie przed telewizorem, a Ja poszłam przygotować popcorn w mikrofalówce. Po trzech minutach był gotowy, wsypałam go do dużej miski i wyszłam z kuchni. Położyłam przekaskę na stolik i szukałam jakiegoś dobrego filmu z półki z płytami.

   Po długim zastanowieniu wybrałam film "The ring". Zayn się nie sprzeczał, więc włączyłam go. Spojrzałam na miejsca, które zostały: Fotele po bokach, z których źle widać ekran. Musiał się kurde rozłożyć na całej sofie.
 -Możesz uśąść tu.- Wskazał miejsce obok siebie,gdy się podniósł. Najpierw zgasiłam wszystkie światła pozamykałam drzwi i pozasłaniałam rolety (tak dla efektu), a potem chwyciłam miskę ze stolika i usiadłam na wskazane wcześniej miejsce. Po pierwszych pięciu minutach filmu przyznaję, że zaczęłam się bać. Mulat położył głowę na moich kolanach pomimo mojego sprzeciwu.
 -Możesz zejść? Pytam po raz kolejny?
 -Nie. I jeszcze raz się zapytasz, a ja powiem kochanemu Liam'owi jak nawaliłaś mu kłamstw przez telefon.
 -To jest szantaż?- skiną głową.- Bad Boy.- Powiedziałam na co się zaśmiał i wrócił do oglądaniu filmu.
*Godzina później*
   Zaraz będzie zakończenie horroru, a ja zaraz popuszczę, tak się boję. Nie pokazuję tego po sobie... nigdy tego nie robię, ale jeszcze trochę wytrzymam.
   Krzyknęłam ze strachu, ale On nie zwrócił uwagi. Już końcowy moment, aż się boję co tam będzie. Trzymam mocno róg poduszki w ręku i czekam na ten moment.
 -AAA!!!- Drzemy się równo kiedy dzwoni telefon. Aż się przytuliliśmy do siebie... jej, coraz częściej czuję jego ciepło na sobie. Schowałam impulsywnie twarz w jego tors i kiedy oboje się skapnęliśmy co my właściwie robimy odskoczyliśmy od siebie jak poparzeni. Tym razem On odebrał.- Cały czas przytakiwał.- Zaraz przyjdą z lekarzem.- Oznajmił już uspokojony, ale nogi nadal trzęsły mu się tak samo jak ja cała.
 -Jak to zaraz przyjdą?!- Zakasłał.- Masz nie ułożone włosy!- Rzucił oburzone spojrzenie.- Powiedziałam, że układałeś włosy pół godziny i to tylko samym żelem!- Puściliśmy pedem do łazienki i zeszliśmy z powrotem do salonu z różnymi żelami, lakierem i innymi rzeczami do włosw.- Siadaj coś ułożymy.-  nakazałam. Powoli nakładałam warstwy mazi na czarne włosy. Pote trochę podniosłam na szczotkach do góry, troszeczkę lakieru (był na serio mocny, umiałby chyba unieść włosy roszpunki do góry :P) i gotowe. Podałam mu lusterko.- I co? Może być?
 -Ej, ona jest fajna.- Uśmiechną się. -Teraz ty siadaj.- Pamiętałam o szantażu i się poddałam. Zmoczył mi włosy i przyniósł suszarkę, lokówkę i karbownicę, aż się bałam co chce zrobić. Oddałam mu swoje brązowe włosy ale miałam nadzieję, że wie co robi i mi ich nie spali. Cały czas brał moją czuprynę do góry. Jak jakiś potwór się czułam, czułam, że zrobił mi coś z jednym z kosmyków, ale nich ja tylko zobaczę się w lusterku, a będzie coś nie tak to go zamorduję normalnie. Postawił mi wszystko na dęba- czułam. Zajęło mu to kilkanaście minut, jeszcze trochę potapirował i zaczął lakierować.
 -Przestań, bo się uduszę.- Krztusiłam się.- Chyba wypryskał na mnie tego ze dwa opakowania. Podeszłam do lusterka i aż pisnęłam. Połowa loki, druga prosta, końcówki i grzywka pokarbowane, a i jeszcze ta grzywka... ona jest czerwono-żółta. A wszystko stoi tak jak... jak nawet sama nie wiem co.
 -ZAAAYN!!! Zabije Cię!- Zaczęłam go  gonić z szczotką, którą mu natapirzyłam włosy tworząc z jego super fryzury COŚ. Wpadłam na jeszcze jeden pomysł. Widziałam w jego pokoju pastele, a pastele z wodą ładnie się rozpuszczają i... farbują włosy. Skoczyłam po nie i zeszłam z powrotem.
 -Jeśli dasz mi coś zrobić to obiecuję, pojechać i przeprosić Twoją Mamę, zgoda?- Zastanowił się chwilę po czym nie pewnie usiadł. Kichną chyba ze trzy razy pod rząd. Kiedyś farbowałam tak włosy na różowo, więc wiem jak się to robi, trochę inaczej na długich, a na krótkich, ale dałam radę jego włosy są "Tęczowe". Związałam jeszcze malusieńki kucyczek na czubku głowy tak jak to robią małe dziewczynki w przedszkolu i Wybuchłam śmiechem patrząc na jego minę, gdy patrzy w lusterko. Nie wiedział co robię mu z włosami i się tego na pewno nie spodziewał, On mi zrobił gorzej, ale ja zawsze się odgryzam, więc musiałam to zrobić.
 -Teraz Ty zginiesz!- Zaczął mnie gonić po całym mieszkaniu. Biegaliśmy po wszystkich pokojach, kuchni, łazience i salonie. Zmęczyłam się, ale biegłam dalej.- Zginiesz!


   -A co tu się dzieje?!- Paul, który staną w drzwiach wywalił na nas gały, że prawie mu wyleciały.
 -To on/a- Krzyknęliśmy równo wskazując jedno na drugie.
_________________________________________________________________
Przepraszam za błędy i wgl, ale w ogóle nie sprawdziłam. Kmentujcie! <3

środa, 1 sierpnia 2012

Rozdział 7


Rozdział 7


   -Claudia?-Szarpał ktoś moje ramie.
 -Czego?-Odpowiedziałam nie otwierając oczu.
 -Wstawaj, rodzice Cię chyba zabiją, że nie wróciłaś wczoraj wieczorem, tylko w środku nocy z jakimś kolesiem.
 -Przecież jestem.- Otworzyłam jedno oko i spojrzałam na Jasona.-Dobra, ale daj mi 10 minut. Pójdę od razu na śniadanie i... Jak to... Zayn mnie przyniósł? Ale... tak, przez... drzwi?!
 -Ta jasne, jakby wszedł przez drzwi to byś już nie żyła, ale i tak będziesz miała niezły przypał. Zapukał w okno budząc przy tym mnie i jakoś Cię położył. Prawie się przewalił przechodząc przez okno.- Uśmiechnął się.
 -To Ja powiem, że spałam u koleżanki i wróciłam teraz, też mi problem.
 -Lepiej nie kłam, wstawaj zanim to Oni Cię obudzą.- Mruknęłam coś pod nosem i usiadłam na łóżku. Wyszedł z pokoju, a Ja podeszłam z szafy i wyjęłam z niej TO. Szybko się ubrałam, nałożyłam lekki makijaż i uczesałam w zwykłego, wysokiego kucyka. Trochę się bałam reakcji rodziców jak mnie zobaczą, ale gdyby nie Oni to pewnie nawet bym się nie wymykała, więc zwale wszystko na nich.


   -Dzięki Bogu...-Zaczęła babcia podchodząc do mnie i ściskając z całych sił.- Gdzieś Ty była.
 -Yyy... U koleżanki.- Skłamałam. Zaraz podszedł dziadek, a za chwilę do kuchni przyszli rodzice.
 -Gdzie byłaś! Nie mogłaś wychodzić z domu i złamałaś zakaz! Nie ma z Tobą spokoju! Powinnaś słuchać matki i ojca.!-Matka
 -Przecież nic się nie stało, a karę dostałam za nic!
 -Nawet się nie tłumacz! Przesadziłaś i to bardzo, martwiliśmy się, a Ty nas olałaś!- Ojciec.-Za karę jesteś uziemiona do końca wakacji! Nigdzie nie wychodzisz, brak jakich kolwiek spotkań, telewizora i komputera!
 -Ja mam laptop.-Zgasiłam Go.
 -Nie pyskuj! Zobacz jak Ty się odzywasz!
 -A Wy?! Kara za pomoc, krzyki za wymknięcie się z domu i jeszcze całe wakacje do dupy...
 -Zamknij się!- Matka podeszła i mnie spoliczkowała. Aż się zahwiałam, złapałam się za bolący punkt na twarzy. Jak Ona mogła, nie sądziłam, że jest aż tak wściekła.-Wyślę Cię do poprawczaka!
 -Jestem pełnoletnia! Nic nie zrobisz! Mogę w każdej chwili się wyprowadzić i zniknąć z waszego życia. I tak zrobię na pewno.

   Weszłam do pokoju trzaskając drzwiami. Wyjęłam walizki i pakowałam wszystkie rzeczy. Poczułam łzy spływające mi po policzkach i rozmazany makijaż, który za chwilę całkowicie zmyłam. Nie chciałam nikogo teraz widzieć, ani z nikim rozmawiać. Chce tylko uciec od wszystkich problemów.


   Mój telefon zabrzęczał na znak przychodzącej wiadomości.
"Wyjdź na podwórko, koło ławki. xx"-Czyj to numer? Poprawiłam swój wygląd, starłam łzy i wyszłam przez okno. Zwróciłam się w stronę ławki na, której siedział... Niall z gitarą. Podeszłam bliżej i stanęłam przez nim. Wskazał, abym usiadła i zaczął grać pierwsze nuty piosenki.(Tłumaczenie bardzo ważne). Na zewnątrz może tego nie okazywałam, ale w środku skakałam z radości, poczułam się szczęśliwa przy nim, tak jak dawniej- On grał, a ja tańczyłam. Śpiewał wpatrując się w moje oczy. Były to szczere słowa, widziałam to w jego prześlicznych paczadełkach. Pojedyncza łza spłynęła, na Jego słowa. Nie wiedziałam co powiedzieć, nie słyszałam nigdy tak wzruszającej piosenki, chciałam rzucić Mu się w ramiona, ale chciałam też aby nie przestawał grać. Mogłabym słuchać tej melodii i tekstu do końca życia, ale kiedyś musiała się skończyć i to był właśnie ten moment.
 -Przepraszam, nie powinienem Cię zostawiać, proszę... wybacz mi, chcę żeby było tak jak dawniej...- Przerwałam Mu.
 -Nie paplaj już tak, przeprosiny przyjęte i masz więcej tak nie robić!- Uśmiechnęłam się i mocno się do niego przytuliłam.
 -Myślałem, że mnie wywalisz i nie będziesz chciała gadać.
 -Prawdopodobnie bym tak zrobiła, ale teraz potrzebuję przyjaciela i nie mogę Cię wyrzucić z podwórka.
 -Uff... To dobrze, że teraz przyszedłem, bo jak nie chciałaś dać się wyciągnąć Waliyhy to myślałem, że nie mam szans, obmyślałem plan Twojego przebaczenia tak długo, a wystarczyło przyjść i przeprosić?
 -Tak. A to Wy nie macie jakiś wywiadów i koncertu teraz?
 -Zayn z niewiadomego nam powodu nie wstał na czas i na wywiad nie poszliśmy, ale koncert i podpisywanie płyt mam za dwie godziny, więc może chciałabyś nam potowarzyszyć?- Od razu poprawił mi się humor.
 -Wszystko byle tu nie zostać.- Dodałam szybko. Wróciłam jeszcze na chwilę do domu, ponownie się poprawiłam i za 5 minut byłam już gotowa. Złapał mnie za rękę i wyszliśmy za płot dzie był duży, czarny samochód.

 - Ty masz prawko?!- Zapytałam gapiąc się na czarne cudeńko.
 -Ym...nie, ale nie długo będę zdawał!- Uśmiechnął się.
 -To kto prowadzi? Tobie na pewno nie dam.
 -Oczywiście, że Lou.- Wskazał na chłopaka machającego przez otwarte okno. Wzruszyłam ramionami i razem wsiedliśmy do samochodu, gdzie oprócz nas i Louisa, byli też Harry i Liam.
 -A po co wszyscy przyjeżdżaliście?-Zapytałam z ciekawością.
 -Po to, żeby jakbyś dobrowolnie nie weszła do samochodu to Niall powiedział, że sam nie da rady Cię zaciągnąć i mamy mu pomóc.- Harry wyszczerzył się.- Spojrzałam na Nialla.
 -No co. Wiesz jaka potrafisz być gdy czegoś nie chcesz, normalnie furia.- Wytłumaczył się.
 -Dobra. Jedźmy już zanim się pokapują, że mnie nie ma.- Ruszyliśmy, a Wszyscy zaczęli śpiewać piosenki z radia.
 *5 minut później*
 -Niall ! ! ! Przestańcie śpiewać, tańczyć, drzeć mordy i mnie dzióbać!!!- Czuję się jak w wariatkowie. A Oni nie zwracają

uwagi i są jeszcze głośniej.- Liam, błagam... Chociaż ty ich ogarnij.- I nic, żadnej reakcji tych ... eh... szkoda gadać.- Louis! Zatrzymaj się przy supermarkecie, muszę sobie coś kupić, nie jadłam śniadania.- Zrobił tak jak kazałam.

Wysiadłam razem z przygłupami i weszłam do sklepu. Od razu skierowałam się do działu ze słodyczami. Przykucnęłam przed żelkami.- Miśki czy glizdy?- Pokazałam Niallowi.
 -Oczywiście, że oba. A Chipsy paprykowe czy cebulowe?- Pokazał mi dwie paczki.
 -Obie! Nie można wybierać jednego, bo drugie się obrazi!- Włożyłam wszystko do koszyka Biorąc po  drodze jeszcze jedną butelkę coca coli.

   -Claudia? Czy Ty przypadkiem nie masz nam coś do powiedzenia?- Staną przede mną Liam z gazetą. Wzięłam ją do ręki. Nagłówek "Zayn Malik spędził noc z gorącą szatynką!" Od razu otworzyłam na właściwą stronę i zaczęłam czytać: " Młody gwiazdor Zayn Malik wczorajszą noc spędził na mieście oraz w wesołym miasteczku z tajemniczą dziewczyną. Mamy zdjęcia z zabawy oraz nagranie z ich namiętnego tańca w deszczu. Z tego co widzieliśmy para świetnie się bawiła, chodź była trochę napięta chwila gdy dziewczyna niespodziewanie wybiegła z tunelu miłosnego. Co tam mogło się stać, czy doszło do czegoś więcej niż przyjacielskiego spotkania, na które nie wyglądało? Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie to, że Zayn ma dziewczynę- Perrie Edwards- Wokalistkę zespołu little mix. Czy to już koniec tego związku, czy ten wyskok nic nie zmieni w uczuciach pary? Więcej informacji w następnym numerze. " Obok było pare naszych fotek, gotowałam się ze złości i miałam dziwne uczucie, gdy dowiedziałam się, że On ma dziewczynę. Ale to przecież nic, On się we mnie nie zakochał, i ja w nim nie, nie mam o czym myśleć. Ten artykuł to przesada, namiętny taniec? No błagam, taniec to taniec.  Napięta chwila? Po prostu Mu uciekłam, bo się bałam, a te ich zdjęcia niczego nie dowodzą, On wytłumaczy to tej swojej "Dziewczynie" o co chodziło tak na prawdę i będzie ok.
 -Chodźcie. Nikt w to nie uwierzy, bo rzadną parą nie jesteśmy. Zapłaćmy i jedziemy.
 -Jak chcesz, ale po pierwsze, prasa i tak będzie o tym pisać, Po drugie, Zayn pokłóci się z Perrie, a po trzecie, Ty nam w domu opowiesz wszystko ze szczegółami, żebyśmy wiedzieli jak mamy się wykręcać podczas wywiadów.- W tej chwili rozbłysł błysk flesza z aparatu.- Tylko nie te chuje.- Pobiegłam chodnikiem za uciekającym facetem z aparatem fotograficznym.- Stój!- Nie zatrzymał się, więc gdy mu dorównałam podstawiłam noge, o którą się potkną i wyrżną na ziemi ze zdartymi rękami i kolanami.- Dawaj aparat!- Leżący schował go za plecami. Nie miałam zamiaru się z nim cackać, wzięłam rękę i wykręciłąm ją zabierając to przeklęte urządzenie. Potrzymałam go jeszcze chwilę, aż poprosił abym Go zostawiła. Puściłam Go i przejżałam zdjęcia, była tam uwieczniony cały wieczór i noc spędzona z Zaynem - Więc To On! On robił zdjęcia w nocy. Miałam mu ochotę teraz wpierdolić, ale zdążył zwiać. Odeszłam z miejsca i znalazłam się koło chłopaków z zakupami. Wsiedliśmy i odjechaliśmy.

   Podczas drogi nikt się nie odzywał, co mnie bardzo cieszyło bo miałam dość tych krzyków. Wszystko ok, gdyby nie to, że Harry się do mnie przytulał i nie chciał puścić.
 -Nie dotykaj mnie!!! Zabierzcie go!- Louis akurat zaparkował na podwórku. Od razu wysiadłam z samochodu i bez pukania weszłam do domu.
 -Zayn?!- Nikt się nie odezwał, zdjęłam buty i poszłam do Jego pokoju. Zastałam Go śpiącego na łóżku.- Wstawaj!- Gdy mnie zobaczył, aż spadł z łóżka. Dopiero teraz zobaczyłam, że jest w samych bokserkach.- Sory, ale musiałam wejść.- Zakryłam ręką oczy i podałam mu gazetę i aparat.
 -Nie musisz zakrywać oczu.
 -To się ubierz.
 -Kurwa!- Zdjęłam rękę z twarzy i patrzyłam na jego minę. Przez chwile czytał i gdy skończył zaczął oglądać zdjęcia.
 -Przepraszam, że rozwaliłam Ci związek.-Spuściłam głowę i usiadłam obok niego na podłodze po turecku, opierając się o łóżko.
 -I tak to nie miało sensu, to ustawka, ale Ona to na serio wzięła na poważnie, więc boję się jej reakcji, gdy się dowie. Poza tym, to nie Twoja wina, Ja Cię namówiłem, na pizze, na hotdoggi i wesołe miasteczko, w całości to moja wina.
 -Ale ja zaczęłam tańczyć.- Uśmiechnęłam się na samo wspomnienie, ale od razu spoważniałam. Kichnął.
 -Jesteś chory?- Odsunęłam się troszeczkę od niego z czego się zaśmiał.
 -Nie, to tylko.- Znów kichną.- Kichnięcie.
 -Pokaż.- Dotknęłam dłonią jego czoła. Nie lubię kontaktu dotykowego, ale jednak...- Masz gorącą...Kładź się z powrotem do łóżka raczej nigdzie dziś nie pójdzesz.
 -Ale to tylko przeziębienie. Przecież nic się nie stanie.
 -Nic się nie stanie dopóki Ci się nie pogorszy, mówiłam żebyś mi nie dawał tej kurtki, to Ty musiałeś być dżentelmenem i oddać mi ją.- Pokręciłam głową.
 -No widzisz, jak bym Ci jej nie nałożył to Ty, teraz byś była chora, więc bez różnicy, ktoś musiał być.
 -Tak, Ale Ty masz dziś coś do zaśpiewania za niecałe dwie godziny.- Położył się.- Więc ja zawołam chłopaków, pogadacie sobie, a ja poczekam na dole, ok?
 -Ok.
 -NIALL! Chodźcie tu!!!- Zawołałam tak głośno, żeby usłyszeli. Ja wyszłam, a oni weszli.

*Kilka minut później.

  
   Siedzę i oglądam jakąś nudną bajkę przy chipsach i żelkach. Chłopaki siedzą na górze i gadają, już jakieś 10 minut. Rozległ się dźwięk zamykanych drzwi na górze. Chłopaki już naszykowani zeszli i rozsiedli obok mnie. Liam na fotelu, Niall z drugiego brzegu kanapy, Louis koło mnie z Harrym na kolanach. To jest trochę dziwne, wyglądają jak geje, ale z tego co się do tej pory dowiedziałam to Oni już tak mają = Larry forever <3. Zayn został w swojej sypialni, bo sie coraz gorzej czuje. Mają jeszcze niecałą godzinę do występu i będą śpiewać bez Zayna, Laim dzwonił do menagera i wytłumaczył, lekarz ma przyjść wieczorem.
 -Ej! Wstawać! Ruszcie dupy i jedziemy, mamy być wcześniej.- Z niechęcią wszyscy wstali.- Cornelia zostań, dobrze? Dotrzymaj towarzystwa choremu, tylko bez żadnych takich, ok?- Skinęłam głową i siedziałam dalej.
 -Zaraz do Was dojdę.-Harry. Usiadł obok mnie, bardzo blisko mnie.- Wierzysz w miłość od pierwszego wejrzenia?
 -Co?! Oczywiście, że nie, to są zwykłe bzdrury, TO nie istnieje, rozumiesz?
 -A właśnie, że tak... I Ty mi się na prawdę podobasz, pomimo swojej nietykalności i bezczelności. Ja takie lubię.- Ostatnie zdanie wyszeptał mi do ucha, po czym lekko pocałował mnie w szyję. Czemu Go nie odpycham, nawet Go nie lubię, ale przyznam, że jest to przyjemne.  Zdją mi jedno ramiączko i pocałował w policzek. Chwilowo straciłam głowę, ale tylko chwilowo. Niewiele brakowało, aby nasze usta się złączyły, ale kiedy przypomniałam sobie noc z Zaynem coś mnie ukłuło w serce i się ocknęłam. Momentalnie Go odepchnęłam, ale ...  za późno... Zayn stał na schodach.
 -Odejdź!- Odepchnęłam ponownie Harry'ego, który nie dawał za wygraną.- Puść mnie!- Krzyknęłam kiedy blokował mi ruch.- Kurwa! Powiedziałam, że masz mnie zostawić.- Po tych słowach wstał i poszedł do samochodu. Od razu nałożyłam buty i gdy upewniłam się, że ten psychopata odjechał, wybiegłam z domu i pobiegłam przed siebie.

______________________________________________________
Wiem, że słabo piszę :(. Ale chciałabym zobaczyć chociaż 1 komentarz pod tym rozdziałem :)